|
|||||
Kilka lat temu, bodajże w 2004roku, pierwszy raz wystartowałem w konkursie na aranżację roślinną. Był to prestiżowy międzynarodowy konkurs organizowany przez firmę ADA i chyba nie skłamię pisząc że obecnie jest to najwyżej przez akwarystów ceniony konkurs na świecie. Można go przyrównać do czegoś na kształt olimpiady czy też mistrzostw globu a bycie w czołówce gwarantuje sławę i pieniądze (dosłownie). Przyznam, że wystartowałem w tej imprezie pełny obaw ale też nadziei i zapewne jak każdy uczestnik marzyłem o wysokim miejscu. Uzyskałem pozycję w połowie drugiej setki a więc całkiem przyzwoicie - cieszyłem się ale z drugiej strony pewien niedosyt pozostał. Po pierwszym sukcesie postanowiłem wystartować w kilku kolejnych konkursach gdzie udało mi się uzyskać liczące się miejsca (w tym kilka razy podium). Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że stałem się rozpoznawalny na arenie międzynarodowej a w naszej rodzinnej Polsce wielu uznało mnie za "towar eksportowy". Wszystko było piękne, pewnie nawet przez moment sam uwierzyłem w to że jestem "zajebisty" i nieco przysłowiowej wody sodowej uderzyło mi do głowy :). Na szczęście dość szybko się zreflektowałem, wycofałem się nieco z życia różnych for akwarystycznych, przestałem pokazywać prace szerszej publiczności i zszedłem do przysłowiowego undergroundu (może to określenie jest nieco na wyrost ale je lubię). Dlaczego to zrobiłem? Hmm..Chyba sam do końca nie wiem jak to wyjaśnić ale postaram się to zrobić bo od dłuższego czasu o tym myślę, czas te myśli przelać na papier.
W początkach mojej przygody z konkursami nieco się nimi zachłysnąłem, pojawiło się u mnie swego rodzaju parcie na podium. Nie oszukujmy się, tak po prostu jesteśmy uwarunkowani, że każdy w mniejszym lub większym stopniu pragnie być podziwiany, dowartościowany, zrobić coś co wzbudzi szacunek innych. Muszę przyznać, że i mnie to dopadło - po pierwszych sukcesach chciałem więcej i więcej. Akwarystyka w Polsce i na świecie w tych latach (2004-2006) bardzo szybko się rozwijała, pojawili się ludzie, którzy tworzyli nowe, świeże aranżacje dorównujące tym tworzonym przez Azjatów. Obecnie światowy poziom mimo, że jest jeszcze wyższy niż 4-5lat temu jest już w zasadzie mocno wyrównany i zarówno europejczycy jak i azjaci potrafią stworzyć aranżacje niewiele od siebie odstające..kilka lat temu rozrzut jakościowy był wyraźniejszy. Konkursy miały charakter bardziej kameralny, chociaż z drugiej strony ciężko nazwać to kameralnością gdy startowało 700-900osób niemniej ja miałem wówczas takie wrażenie. Miały bliżej nieokreśloną magię, coś co w międzyczasie chyba gdzieś się ulotniło - przynajmniej dla mnie. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że coś jest nie tak, że coś bardzo złego dzieje się z tym wszystkim i zaczynało mi to ciążyć. Wymagania stawiane przez organizatorów sprawiały, że uczestnicy konkursów chowali swoje prace przed światem (sam tak robiłem ) a wśród internetowych społeczności szerzyły się spekulacje na temat co kto zrobił na konkurs, jakie ma szanse, czy ma szansę na pierwszą setkę robiąc iwagumi bądź ryuboku, co będzie w danym roku na topie, czy się wyrobię? czy używając skał takiej a takiej firmy uzyskam lepsze noty? czy uda mi się uzyskać tak samo dobrą lokatę jak w poprzednich latach? itp. Pojawiły się spekulacje na temat oszustw wykonanych w programach graficznych (doklejanie ryb), niektórzy uczestnicy wysyłali swoje zbiorniki na dane członków rodziny a nierzadko ten sam aranż startował w danym roku we wszystkich możliwych konkursach. Innymi słowy ludzie w pewnym sensie zaczęli żyć konkursami - robili aranżacje z myślą o konkursie. Gdzieś w pogoni za medalami przestaliśmy zakładać zbiorniki dla własnej przyjemności bo na starcie już myśleliśmy o konkursie, swoich szansach i czasie potrzebnym na realizację danego projektu. Akwarystyka roślinna miała być przecież zabawą, odpoczynkiem, chwilą zadumy we własnym mieszkaniu a odniosłem wrażenie, że dla niektórych stała się walką o jak największy prestiż. Otoczka kolejnych konkursów przypomina wielkie wydarzenie medialne, które śledzimy z wypiekami na twarzy, przypomina igrzyska a niestety tam gdzie zaczyna się sport i rywalizacja tam moim zdaniem kończy się hobby. Ja tak żyć nie chciałem, takie podejście do akwarystyki mi nie pasowało......dlatego po konkursie IAPLC 2008 postanowiłem więcej nie startować. Niech mnie tylko nikt źle nie zrozumie - nie mam nic przeciwko konkursom ani ludziom w nich startującym ale po prostu przestały mi pasować rzeczy z nim związane. Zrobiłem rachunek sumienia, popatrzyłem na to co robiłem i stwierdziłem jednoznacznie że to jednak nie dla mnie, że wolę trzymać się lekko z boku i robić swoje, dla siebie i tylko dla siebie. Kiedy przestałem się przejmować konkursami zrzuciłem z siebie pewien ciężar, powróciła satysfakcja i radość z samego faktu posiadania akwarium. Oczywiście nie piszę, że już nigdy nie wystartuję w żadnym konkursie ale jak dotąd dobrze mi bez tego "szaleństwa" i skutecznie opieram się naciskom różnych osób namawiających mnie do startu. Zresztą mamy w Polsce tylu świetnych aquascaperów że spokojnie radzimy sobie na arenie międzynarodowej a ja zawsze trzymam kciuki za ich start :)....
Być może ten krótki tekst da Wam drodzy czytelnicy nieco do myślenia i zmusi do zastanowienia nad własnym podejściem do konkursów. Wiem, że zapewne wiele osób (może nawet większość :) ) nie zgodzi się z moimi poglądami i je wyśmieje ale gdyby każdy się zgadzał z każdym to świat byłby nudny.... |
kwiecień 2010 |
|
Copyright by Norbert Sabat. All rights reserved. |